sobota, 8 marca 2014

"52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca"

Chociaż pisanie recenzji to (jeszcze!) nie jest moja mocna strona, ale musiałam się przemóc, żebyście mogli poznać tą fenomenalną książkę!
UWAGA!!! Nie czytaj mojej recenzji jeśli masz zamiar przeczytać książkę, bo niemal zdradzam zakończenie, więc to bez sensu. Jeśli chcesz tylko ogólnego opisu, zajrzyj TU i zdecyduj, co wolisz :)

"52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" - Jessica Brody
Lexington Larabee to rozpuszczona imprezowiczka, która żyje tylko po to, żeby chodzić na imprezy i wydawać pieniądze. W dodatku zarobione przez jej ojca Richarda - dyrektora generalnego Larabee Media.
Wychowana bez matki, która zmarła gdy dziewczynka miała 5 lat i praktycznie bez ojca, który żył tylko firmą, nie ma żadnych wartości a tym bardziej szacunku dla pracy.
Wszystko się zmienia, gdy po kłótni z byłym chłopakiem rozbija swój kabriolet, cudem uchodząc bez szwanku. Wściekły ojciec postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i rozpoczyna (jak to nazwały media) "życiowy program rehabilitacyjny". Pierwszym punktem programu jest przesunięcie daty wydania Lexi czeku funduszu powierniczego na kwotę 25 miliony na rok, co bardzo zabolało nastolatkę. Miała go dostać na 18stkę, czekała niemal całe życie na ten dzień, już zaplanowała sobie najbliższe wakacje, a tymczasem musi odłożyć to na kolejne 52 tygodnie, które to tygodnie (punkt drugi) miała spędzić pracując. I nie jako aktorka, kosmetyczka czy nie nawet w firmie jej ojca. Richard zrobił listę 52 zawodów, które Lex miała wykonywać po jednej na tydzień. Żeby było ciekawiej są to prace o najniższych wynagrodzeniach jak sprzątaczka, pracownik baru szybkiej obsługi czy grabarz.
Co byście zrobili w takiej sytuacji? Kiedy to, na co czekacie całe życie ucieka Wam sprzed nosa i dodatkowo macie spędzić najbliższy rok na niezłej harówce i to za grosze! Nieźle byście się wkurzyli, nie?
Właśnie, i tak zareagowała Lex. Broniła się przed tym, co i tak nieuniknione, uciekała się do szantażu, płaczu, przekupstwa, ale nic nie pomogło. I ojciec, i wszyscy jego pracownicy byli nieugięci, z Lukiem na czele. Cóż można powiedzieć o Luku? Richard zatrudnił go jako... opiekunkę nastolatki. Dosłownie i w przenośni. Dwudziestoparolatek miał odwozić i przywozić dziewczynę oraz pilnować jej postępów w pracach. Jak tu się przeciwstawić? Bez pieniędzy tatusia nic nie można zrobić... Jedynie poddać się i robić co do nas należy.
Z czasem dziewczyna przyzwyczaja się do takiego stanu rzeczy, akceptuje to i daje z siebie wszystko. Przy okazji odkrywa tajemnicę śmierci matki, zakochuje się w swojej "niańce", próbuje ratować stanowisko ojca i nabiera szacunku dla pracy na tyle, że decyduje się dokończyć karę mimo, że trzyma w ręku swój upragniony czek.

Cóż, jak mi poszło? :) Mam nadzieję, że nie najgorzej :)
A teraz chciałabym przedstawić Wam pewien fragment i refleksję na jego temat.

"... całe moje życie wyglądało i wygląda właśnie tak. Ludzie obstawiają przeciwko mnie. (...) Czasami mam wrażenie, że cały świąt czeka, wiercąc się niecierpliwie, aż znowu coś spartolę. (...)
- (...) A może tak naprawdę nigdy nic ci się nie udało, ponieważ MYŚLISZ, że właśnie tego się od ciebie wymaga.
(...)
- Że co?
- Mówię, że może od zawsze dajesz ludziom tylko to, czego tak naprawdę od ciebie oczekują. (...) Chodzi mi o to, że zamiast posłusznie spełniać oczekiwania innych, może lepiej ich zaskoczyć? (...) skoro wszyscy spodziewają się, że polegniesz, czemu nie zrobić im na przekór?
- Odnieść sukces? - zgadywałam.
- Nie tylko - dodał. - Zgnieść ich. Zadziwić tak, żeby zaniemówili. Być kimś wspaniałym, budzącym szacunek."

Jest to fragment rozmowy między Lexi a jej kumplem poznanym w barze - Rolandem. Nieco go poskracałam, ale to kwintesencja tego, co chcę Wam przekazać.

Fragment dał mi sporo do myślenia, bo co prawda nie jestem bogata i rozpuszczona, ale mam coś wspólnego z tą dziewczyną...
Było wiele rzeczy w moim życiu było chwilowe z założenia, że mi się nie uda. Gdybym była zawzięta udawałoby mi się. Ale słysząc "i tak nie wytrzymasz", "taaa, już to widzę" w końcu też dochodziłam do takiego wniosku. No bo skoro i tak spodziewają się po mnie porażki to po co się starać?
Właśnie TEN fragment TEJ książki pokazuje, że warto się starać! Warto pokazać, że jesteśmy coś warci. I każdy może mówić, że jest inaczej, ale wystarczy, że TY uwierzysz, że Ci się uda, że zdobędziesz to, czego pragniesz. I otocz się ludźmi, którzy też będą w Ciebie wierzyć. Jeśli nie masz nikogo  takiego w swoim otoczeniu, poszukaj w internecie. Różne fora, grupy, blogi... Możesz znaleźć mnóstwo ludzi, którzy nie znając Cię będą Cię wspierać. Np ja :) Wystarczy do mnie napisać (dane kontaktowe macie w okienku z boku) i zrobię wszystko, żebyście uwierzyli w siebie.
Na dzisiaj to chyba wszystko. W następnym wpisie postaram się zamieścić 10 zasad dążenia do celu :) Tylko najpierw muszę je wymyślić :D

Jeszcze pioseneczka dla Was:
Modern Talking - Don't give up 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz